Całe życie byłem dobrym człowiekiem. Rzadko popełniałem błędy a jeśli nawet mi się zdarzały to zawsze potrafiłem się do nich przyznać i wyciągnąć z nich wnioski. W każdej dziedzinie życia starałem się świecić przykładem i co z tego miałem ?? Kompletnie nic... Co z tego że usłyszałem- dobry z Ciebie chłopak skoro następnego dnia nikt o tym nie pamiętał. Zagrałem dobry mecz zasługi za zwycięstwo spadały na innych, pomogłem komuś- nawet nie usłyszałem dziękuje, robiłem dla dziewczyny dosłownie wszystko co możliwe by była szczęśliwa i dostawałem za to po tyłku. Dziś doszedłem do wniosku że źli ludzie mają lepiej. Nie przejmują się zdaniem innych na swój temat, czerpią z życia tyle ile chcą, nie myślą o konsekwencjach, zobowiązaniach czy nawet uczuciach...dla nich liczy się tu i teraz bez względu na to co taki czyn za sobą przyniesie. Skoro tak jest łatwiej to tak właśnie będę robił bo mam dość porażek i wiecznego niedoceniania. Znajomi uważają że zmieniam dziewczyny jak rękawiczki tylko czemu nikt się zauważy że to nie ja kończę te związki...w każdym razie nie pozwolę żeby wyszli na kłamców. Jeśli najbliższe dni nie przyniosą żadnej zmiany. Jeśli dziewczyna która jest dla mnie całym światem nie stwierdzi że warto być ze mną to stanę się całkowitą odwrotnością obecnego siebie. Nie będę miłym dla każdego chłopakiem bo dziewczyny lubią tych złych...niegrzeczni chłopcy są w modzie. Skoro tak to prześpię się z każdą dziewczyną która się do mnie uśmiechnie tylko po to żeby następnego dnia powiedzieć- miło było Cię poznać a teraz żegnaj. Czy będę fair?? A co mnie to obchodzi skoro wszyscy tak postępują wobec mnie to czemu ja mam być inny. Nigdy już nie pomogę żadnej babie którą jakiś pijak chce pobić na ulicy, nigdy nie ustąpię miejsca w autobusie, nigdy nie powiem przepraszam, będę się upijał do nieprzytomności bo będę miał daleko to co inni sobie pomyślą na mój temat i będę traktował dziewczyny przedmiotowo, wykorzystywał je tak jak one przez całe moje życie wykorzystują mnie !!! To wszystko wbrew mojej naturze ale myślę że warto bo skoro inni czerpią z tego radość to i ja będę. Nigdy nie dostanę kosza od dziewczyny bo zawsze będę ją w tym uprzedzał...poważny związek...pfff mrzonki i marzenia ale nie moje. Marzyłem o tym, starałem się ale ilekroć spotkałem dziewczynę do której poczułem coś więcej tyle razy po dostaniu od niej nadzieji, miesiącach spotykania się dostawałem kopa zwykle nie wiedząc za co. Teraz przez osiem miesięcy bylem z dziewczyną moich marzeń, pewną siebie, upartą, czasem nawet wredną ale w chwilach we dwoje po prostu niesamowitą która ma w sobie to coś. Myślałem o niej wiele, cieszyłem się każdą wspólną chwilą, wiedziałem że nawet jak nie jesteśmy razem to i tak z nią jestem, mogłem jej zaufać, cieszyłem się jej sukcesami, rozumiałem dążenia i co?? Była ze mną nie wiedząc czy coś do mnie czuje...szkoda słów... wszystkie wspólne chwile okazały się dymem który nagle zaczął zanikać. Do teraz nie rozumiem czemu...Wiem tylko że jeśli nic się nie zmieni to zmienię się ja...nie dlatego żeby zrobić komuś na złość tylko po to żeby nie musieć zaczynać wszystkiego ponownie od nowa i żeby w końcu inni się przejmowali żebym ja mógł mieć to daleko. Stanę się złym człowiekiem bo bycie dobrym oznacza ciągłe porażki. Człowiek potrafi się zmieniać, udowodniłem to sobie zmieniając się dla tej oto dziewczyny...zrobię to ponownie tym razem już tylko dla siebie...
Tagi:
zły
29.08.2010 o godz. 22:38
komentuj (3)
Nie pisałem bardzo długo...pewnie dlatego że nie miałem powodu. Po co pisać o szczęściu, radości, szczęśliwym uczuciu. Przeżywa to wiele osób ale tak niewiele docenia te chwile które są jak się okazuje strasznie ulotne. Nie chcę żeby moja dziewczyna to czytała a że zna ten adres to pewnie tu trafi...więc proszę nie czytaj dalej jak już zaczęłaś. Muszę się po prostu wygadać, nie mam chęci rozmawiać o tym z nikim kto jest mi bliski. Wolę przelać to tu, żeby dać upust swoim myślą i emocjom. Dałem już w świecie rzeczywistym...cholera sam nie wiem po co jechałem z przesiadkami...podobno nic nie dzieje się bez przyczyny. Obca, roztrzęsiona kobieta złapała mnie za rękę, trzęsąc się ze strachu bo jakiś wariat ją zaatakował. Podniósł łapy i na mnie ale udało mi się go na szczęście bez szwanku obezwładnić...najgorsze jest to że całą swoją złość za dzisiejszy dzień przelałem na niego. Dobrze że ktoś wezwał policje bo mogłoby się to dla niego skończyć gorzej...znów znalazłem się w nieodpowiednim miejscu i czasie choć kompletnie to po mnie spłynęło. Fajnie pomogłem jakiejś 40 letniej babce bo pijak chciał ją pobić...super....hura...jestem z siebie dumny. Chyba powinienem. W ciągu ostatnich 5 miesięcy to już druga podobna sytuacja choć poprzednio niczym mi to nie groziło bo sam zdecydowałem o pomocy...tu nie mogłem odmówić...W każdym razie nie tym chciałem się podzielić. Normalnie bym się tym przejął, myślał o tym, adrenalina pewnie by mi buzowała a tu cisza...jeden wielki dół bez perspektyw na poprawę. Ten kto zrozumiał by uczucia dostał by pewnie nieśmiertelność w podręcznikach i zasłużoną sławę. Niestety to zagadnienie jest jak na razie wielkim znakiem zapytania. Historia niczym z kina, tylko że ja już od dawna nie wierzę w takie historie. Chłopak poznaje dziewczynę. Ona przełamuje się w kwestii związków, chce z nim być. On rzuca dla niej dziewczynę z którą jest 2 lata bo czuje że poznał kogoś dla kogo warto żyć. Mijają dni, tygodnie, miesiące. Czasem jest burza ale chwile potem przychodzi słońce. Chłopak zakochuje się w dziewczynie, patrzy na nią w ten jeden wyjątkowy sposób. Chciałby dla niej zrobić wszystko bo pomimo jej wad wie że to uczucie na całe życie. Nie lubi wyznań więc on nie wyznaje, ona nie lubi planów na przyszłość więc on nie planuje...podobnie jak nie mówi tęsknie, staram się nie być takim miśkiem dla niej...bo ona tego po prostu nie chce. Robię wszystko o co mnie poprosi. Rozumiem jej pasje, dążenia... żeby pojechać z nią w góry nie przyjąłem nawet fajnej pracy. Mam pasje, mam cele...zwykle to było moim światem który kochałem i byłem do niego optymistycznie nastawiony. Teraz mój świat zniknął bo z dnia na dzień i tak przez 8 miesięcy całym moim światem stała się ona...Zabolały mnie jej dzisiejsze słowa... muszę wszystko przemyśleć, to czy coś do ciebie czuje, może to tylko pożądanie, chcę czasu...dla mnie to jak deja vu bo słyszałem już kiedyś te słowa z ust innej dziewczyny...wtedy ten czas nic nie dał. Nigdy nikogo tak bardzo nie kochałem...dlaczego kiedyś powiedziała że coraz trudniej jej beze mnie żyć skoro to słowa które nic już nie znaczą. Zawsze mówiła że słowa nic nie znaczą, potrzeba czynów i dlatego nie lubi wyznań... to po co używała tych słów. Po co robiła to wszystko co było potem skoro to nic nie znaczyło. Nie mogę się nawet czuć oszukany bo ona dała mi piękne 8 miesięcy, wiele cudownych chwil...szkoda tylko że za cenę cierpienia przez długi czas.... Nie sądzę by po tym czasie który dała sobie na zastanowienie chciała być jeszcze ze mną, instynkt rzadko mnie myli. Teraz jednak nie wiem co zrobię bez niej...chociaż chyba wiem co....
Tagi:
smutek
Bardzo długo nie pisałem...to dziwne bo tyle się wydarzyło i bardzo chciałbym to przelać na papier lub notke w moim blogu ale nie mogłem się za to zabrać. Czemu? Brak czasu, praca, uczelnia, treningi, chęć spotkań z dziewczyną. Pewnie wszystko to ma jakiś wpływ na fakt tego że tak długo nic nie pisałem. Dziś stwierdziłem że czas najwyższy bo ogarnęła mnie dziwna niemoc. Cofając się miesiąc wstecz mógłbym powiedzieć, że mam totalnie wszystko. Cudowną dziewczynę, świetną rodzinę, prace która co prawda nie sprawia mi przyjemności a jednak to praca, końcówkę studiów, kulminacyjny być może fragment mojej przygody z siatkówką i nagle pustka. Prawie wszystko co tu wymieniłem od jakiegoś feralnego dnia którego nawet nie jestem w stanie wskazać zaczęło zmieniać się na gorsze. Wiem jednak co na to wpłynęło i moje dalsze poczynania były zdeterminowane właśnie przez fakt tej jednej rzeczy która miała miejsce już wcześniej ale nie do końca potrafiłem pogodzić się z prawdą. Co więc się zmieniło...? Starania by wypełniać swoje obowiązki w pracy przysporzyły mi problemów, spadek formy w siatke i totalna jak dla mnie klapa na mistrzostwach kraju, praca magisterska stanęła w miejscu bo mam mnóstwo problemów na głowie i do tego dziewczyna...moja kruszynka. Sposób w jaki czasem na mnie patrzy sprawia ze nie sposób się nie uśmiechnąć, jej pragnienie walki o ideały podziwiam i będę podziwiał zawsze jednak przeraża mnie to, że widzę jej bojaźń obdarzenia kogoś uczuciem. Często mam wrażenie, że ma ochotę uciec choć nie wie dokąd, z jednej strony chce być ze mną a z drugiej szuka pretekstu by wycofać się z tego wszystkiego i zaszyć się w swoim własnym świecie do którego nikt nie ma wstępu. To niczym historia rodem z dramatu aspirującym do miana bestsellera. Chłopak chcący spełnić marzenie pewnej osoby chce zrobić to wszelkimi możliwymi sposobami rozstaje się z dziewczyną która mogłaby znacznie pomóc w spełnieniu tego marzenia...czemu więc ją rzuca?? Bo wie, że jej nie kocha a jedynie bardzo lubi i choć w tym momencie to egoistyczna postawa pragnie poszukać szczęścia gdzie indziej...czas go goni a marzenie tej trzeciej osoby która wiele dla niego znaczy leży bezczynnie...wydaje się jest bardzo dalekie od spełnienia. Wtedy chłopak poznaje cudowną dziewczynę, marzenie każdego chłopaka, pierwsze ich wspólne spotkanie daje dużo do myślenia ale już na drugim targany wieloma sprzecznymi emocjami chłopak zdaje sobie sprawę co do niej czuje ale ona się boi...myśli że słowa nic nie znaczą, że może nie można mu ufać, że może to co czuła coraz bardziej do niego to nie miłość. Tego nie mogła wiedzieć bo nigdy nie była w związku, działała po omacku nie wiedząc często jak się zachować. Mimo tych trudności połączyła ich chemia wyczuwalna podczas pocałunku i spojrzeń. Chłopak wiedząc co czuje bał się jej to wyznać wiedząc że ona nie lubi a w jego mniemaniu po prostu boi się uczuć które mogłyby całkowicie zmienić jej życie ale robił wszystko by dać jej do zrozumienia jak bardzo mu na niej zależy. Nagle zdał sobie sprawę, że nigdy nie znajdzie cudowniejszej dziewczyny, że jest ona spełnieniem jego najskrytszych pragnień w każdym aspekcie życia. Ona szczerze przerażona tym faktem zaczęła się cofać do tyłu jak to już zgodnie z jej opowieściami wielokrotnie robiła w przeszłości. Argumentowała to różnicami w poglądach, zbyt częstym jej zdaniem okazywaniem uczuć z jego strony czy też jakimiś głupotami na temat tego że facet w jej mniemaniu nie może zrozumieć kobiety a ja podobno sobie z tym radzę więc coś jest nie tak. Powiedzcie sami przypadkowi czytelnicy a zwłaszcza czytelniczki mojego bloga czy chłopak robił źle mówiąc jej raz na jakiś czas że mu na niej zależy? kupując jej kwiaty za każdym razem gdy je dostrzegł spacerując z nią? robiąc jej prezenty tylko z okazji tego że ją widzi? chcąc spędzać z nią każdą chwile która jej pasuje (bo on potrafił zmieniać plany i podporządkowując rozkład dnia jej, by ją tylko zobaczyć)? Starając się zmienić w sobie te cechy które jej nie odpowiadały? Przecież ona doskonale wie, że gdyby ktoś chciał ją skrzywdzić byłby w stanie po prostu tą osobę zniszczyć, czułaby się bezpiecznie. Do tego rozumiem jej ciągły brak czasu z powodu wielu zobowiązań...jeśli dodać do tego fakt tego, że między nami ciągle iskrzy...widzę to i czuje to. Wiem jak na mnie patrzy, a jednak zachowuje się jak typowa kobieta która każde moje słowo interpretuje na tysiące możliwych sposobów zawsze wybierając tą najgorszą opcje. strasznie mnie to przygnębia bo naprawdę się staram. Nie naciskam na nic...na to by mówiła kocham, na to by spędzać z nią namiętne noce, na to by poświęcała mi codziennie czas który faktycznie ma ograniczony...na wszystko to cierpliwie czekam bo szczerze ją Kocham....piszę to pierwszy raz, nigdy jej tego nie mówiłem bo wiem że tego nie chce słyszeć...powiedziałaby "to tylko słowa",ale cholera przecież ja te słowa popieram czynami...Ona chcę prawdziwego mężczyzny który nie potrafi mówić o uczuciach, który nie ma w sobie ani grama żeńskich pierwiastków tymczasem taki oschły, wyprany z uczuć koleś nie jest zdolny do miłości i chciałby ją tylko zaciągnąć do łózka, potem pewnie zostawić...tylko że ona nie zna życia od tej strony a może nie tyle życia co facetów gdyż zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy co facet może powiedzieć i jaki być żeby zaciągnąć dziewczynę do łózka...ona na to nie zasługuje, zasługuje na coś lepszego!!! Moim zdaniem prawdziwy facet to taki który nie wstydzi się swoich uczuć i potrafi o nich mówić,ale i taki który w jej obronie potrafi skrzywdzić innych jeśli sytuacja tego wymaga-ja to potrafię więc o co chodzi ??!! Dodatkowo spadł na mnie ciężar niepewności...niepewności o zdrowie bardzo bliskiej mi osoby...szkoda że dla niej...najcudowniejszej dziewczyny jaką znam kwestia bycia w związku dopiero raczkuje bo ja nawet nie potrafiłbym jej powiedzieć o tej sytuacji by nie pomyślała że w żalu szukam szansy na poprawę naszych relacji...a ja po prostu chciałbym mieć w niej oparcie takie na jakie ona zawsze może liczyć z mojej strony. Kiedyś czytała tego bloga ale już tak dawno nie pisałem że jestem niemal pewny że już o nim zapomniała, a ja zwyczajnie musiałem się rozpisać bo mam za dużo myśli w głowie i w ten sposób dałem im upust. Chcę by była ze mną szczęśliwa, robię to bezwarunkowo i myślę ze w sposób może niekoniecznie podobny do mnie ale na pewno taki który spodobał by się każdej dziewczynie...szkoda tylko że nie tej jednej wyjątkowej...
Rozmyślaliście kiedyś nad sensem życia , patrząc jak Kant w gwiaździste niebo ?? Myśleliście o przemijaniu słuchając w ciemności szumu morskich fal ?? Słuchaliście jak ziemia oddycha, leżąc godzinami z twarzą przytuloną do piasku ?? Widzieliście jak zmieniają się oczy dziewczyny kiedy znika księżyc i na horyzoncie pojawia się słońce ??
Pewnie większość z Was nie doświadcza takich rzeczy. a jeszcze mniejsza część ludzi docenia piękno tych zjawisk...
Kiedyś myślałem sobie że fajnie byłoby skończyć szkołę , pójść do pracy , mieć własne pieniądze i cieszyć się życiem. Teraz te myśli doczekały się realizacji. Kończę studia , mam pracę , cudowną dziewczynę o której myślę bezustannie. To wszystko oczywiście cieszy tyle że im człowiek jest starszy tym bardziej docenia młodość. Teraz chcąc wyjechać na wakacje trzeba się martwić o to czy dostanę wolne w pracy , gdy chcę zobaczyć się z dziewczyną muszę zaczekać na odpowiednią dla nas obojga chwilę by nie zaniechać pilnych spraw , a gdy chcę się wyszaleć muszę poczekać na dzień w którym będę miał na to siły. To niesamowite że przy tym wszystkim mam czas by realizować rzeczy postawione w pytaniach na początku. Sam nie wiem z czego to wynika ale gdy byłem sam takie rzeczy jak cisza , rozmyślania...często mnie przytłaczały. Teraz dzięki dziewczynie zacząłem doceniać takie szczegóły które niosą za sobą wyjątkowe chwile i doznania. W tym jest chyba tajemnica...trzeba znaleźć kogoś dzięki komu nasze życie nabierze nowych kolorów , a wszystko inne zejdzie na drugi plan bo widok zmieniającego się spojrzenia dziewczyny o wschodzie słońca jest bezcenny i zapomina się przy nim o wszelkich troskach...
Pewnie większość z Was nie doświadcza takich rzeczy. a jeszcze mniejsza część ludzi docenia piękno tych zjawisk...
Kiedyś myślałem sobie że fajnie byłoby skończyć szkołę , pójść do pracy , mieć własne pieniądze i cieszyć się życiem. Teraz te myśli doczekały się realizacji. Kończę studia , mam pracę , cudowną dziewczynę o której myślę bezustannie. To wszystko oczywiście cieszy tyle że im człowiek jest starszy tym bardziej docenia młodość. Teraz chcąc wyjechać na wakacje trzeba się martwić o to czy dostanę wolne w pracy , gdy chcę zobaczyć się z dziewczyną muszę zaczekać na odpowiednią dla nas obojga chwilę by nie zaniechać pilnych spraw , a gdy chcę się wyszaleć muszę poczekać na dzień w którym będę miał na to siły. To niesamowite że przy tym wszystkim mam czas by realizować rzeczy postawione w pytaniach na początku. Sam nie wiem z czego to wynika ale gdy byłem sam takie rzeczy jak cisza , rozmyślania...często mnie przytłaczały. Teraz dzięki dziewczynie zacząłem doceniać takie szczegóły które niosą za sobą wyjątkowe chwile i doznania. W tym jest chyba tajemnica...trzeba znaleźć kogoś dzięki komu nasze życie nabierze nowych kolorów , a wszystko inne zejdzie na drugi plan bo widok zmieniającego się spojrzenia dziewczyny o wschodzie słońca jest bezcenny i zapomina się przy nim o wszelkich troskach...
Tagi:
wschód
Od Nowego Roku wszystko idzie dobrze jak nigdy...choć czy od wtedy...?? Chyba ta odmiana losu zaczęła się wcześniej tylko że nie dostrzegałem tego. Ciężko mi wyznaczyć jedno przełomowe wydarzenie które wpłynęło na to ale taką granicą wydaje się być początek roku akademickiego. Po kontuzji wróciłem do treningów zaczynając od roli rezerwowego zarówno w klubie jak i na uczelni. Nie miałem planów na przyszłość a związek z dziewczyną też jakby stracił na swoim uroku...i oto wielkie zmiany...konsekwentną pracą odzyskałem miejsce w wyjściowej szóstce w klubie , a także na uczelni. Średnie mecze przeplatałem świetnymi i w znacznym stopniu przyczyniłem się do sukcesów drużyny. Wiem że w tek materii będzie jeszcze lepiej bo wciąż czuję w sobie duże rezerwy. Na uczelni też idzie coraz lepiej i niedługo będzie do mnie można mówić panie magistrze. Mam też perspektywy na przyszłość , planuje rozwijać się w kierunku sędziowskim i trenerskim a dodatkowo staram się o naprawdę fajną pracę. No i najważniejsze...Ona...myślałem że problemy z dziewczyną to zło...potem się z nią rozstałem a zwykle to nie przynosi nic dobrego ale wiedziałem co robię bo poznałem Ją...niesamowita dziewczyna...Monikę...jest w niej coś magicznego. Może to że tak naprawdę wierzy w tą czystą miłość pełną ideałów...to rzadkość w dzisiejszych czasach ale i prawdziwy skarb. Muszę przyznać że naprawdę nieźle mi zakręciła w głowie i ciężko mi przestać o niej myśleć...poza tym nie chce o niej nie myśleć bo właśnie myśli na jej temat sprawiają że każdy dzień tak cieszy... :)
Tagi:
szczęście
Bardzo długo już nie pisałem , a tyle się działo...
Zaczęło się od Świąt...udanych , spędzonych w rodzinnym gronie w górach. Zabrakło trochę śniegu , ale nie można mieć wszystkiego. Miałem sporo czasu żeby przemyśleć wszystkie dręczące mnie sprawy. Na niektóre pytania nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi więc z niepokojem oczekiwałem na zbliżającego się wielkimi krokami Sylwestra. Wyjazd w Beskidy w normalnych okolicznościach cieszyłby mnie niezmiernie lecz...bałem się. Bałem się każdej chwili spędzonej z dziewczyną i tego czy kiedykolwiek nastąpi "dobra chwila" , na szczerą z nią rozmowę. Godziny mijały niczym sekundy a ja nie mogłem zebrać się w sobie choć decyzję podjąłem już dość dawno. Miłe towarzystwo , w większości jej znajomych niczego mi nie ułatwiało. Minął Sylwester, minął Nowy rok...zbierałem się do odjazdu gdy ona sama zaczęła mówić na tak wyczekiwany i dręczący mnie temat. Nie mogłem jej nie powiedzieć tego co myślę , nie mogłem jej oszukiwać...wykorzystałem tą chwilę najlepiej jak tylko potrafiłem by ratować tą wieloletnią przyjaźń bo nic innego zaoferować już nie mogłem. Poczułem się dziwnie...niby tego właśnie chciałem , nie żałowałem tego ani przez chwilę...chyba nawet jadąc pociągiem sam do siebie się uśmiechnąłem...a jednak świadomy upływu 1,5 roku które byliśmy razem zacząłem odczuwać bliżej niesprecyzowany niepokój...co dalej...?? Odpowiedź znałem , choć tak naprawdę niczego nie mogłem być pewny. Cieszyłem się że moja była już dziewczyna tak doskonale mnie zrozumiała , myślę że gotowa jest kontynuować naszą wieloletnią przyjaźń...cieszyłem się z tego co czekało mnie w moim rodzinnym mieście. Czekała na mnie cudowna dziewczyna. Wiecznie uśmiechnięta , mająca pasję i patrząca na mnie tak że czuję jakbym miał nogi z waty. Znam to spojrzenie...przypomina mi mój ulubiony fragment z pewnego filmu...kiedyś mówiłem sobie...gdyby jakaś dziewczyna spojrzała na mnie tak jak główna bohaterka na tego chłopaka....i oto jest...Monika spogląda na mnie właśnie w ten sposób !!! Błysk w oku , radość w spojrzeniu , lekkie zmieszanie lecz wzrok którego nawet na chwile nie spuszcza gdy już zdecyduje się na mnie spojrzeć. Jest śliczna , ma w sobie cechy jakich zawsze szukałem w dziewczynie. Czy to mój ideał ?? Pewnie przekonam się z czasem ale już teraz mogę napisać że na pewno zrobię wszystko żeby była ze mną szczęśliwa bo nie wybaczyłbym sobie gdybym ją zranił. Jesteśmy razem od 8 stycznia...tak krótko...pierwsze spostrzeżenia ?? Z pewnością jest ostrożna , nie chce zaangażować wszystkich swoich uczuć bo obawia się tego co będzie , nowej sytuacji a może i mnie samego jako chłopaka bo tak naprawdę nie wie czego oczekuję i jak sobie nasz związek wyobrażam. Wiem że chciałbym spędzać z nią jak najwięcej czasu...nieważne gdzie...czy to najbardziej romantyczne miejsce jakie znajdziemy , fajny lokal czy wręcz obskurna melina...ważne by to było z nią bo przy niej w każdym miejscu czułbym się swobodnie. Pierwszy raz mam tak że najchętniej zamknąłbym się w domowym zaciszu...w 4 ścianach , daleko od cywilizacji by móc się delektować jej śmiechem , głosem , uśmiechem , spojrzeniem. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić...ja osoba która zwykle nie może usiedzieć w miejscu !!! Ona jednak woli wychodzić , proponuje ciekawe miejsca a ja jak już wspomniałem zapewne zgodzę się na każdą jej propozycję bo jak mógłbym odmówić tak słodkiej istocie. Nie przeraża mnie jej dość duży dystans do mnie i rzadkość w wyrażaniu uczuć inna od tego spojrzenia które jest czymś więcej niż najbardziej namiętny pocałunek. Nie będę na nic nalegał...każdą chwilą...każdą sekundą spędzoną przy niej pragnę jej pokazać że zasługuję na nią...na przytulenie się do niej , na słodkiego całusa , na to by z nią być. Wczoraj wieczorem myślałem o niej bardzo dużo. Wciąż jest wiele pytań bez odpowiedzi...czy zostanie przy mnie ?? Czy mi zaufa ?? Czy będzie zachowywała się przy mnie tak swobodnie jak wiem że potrafi ?? Na te pytania odpowiedzi sobie udzielić nie potrafię...ona pewnie by potrafiła...ale odkryłem uniwersalną odpowiedź która unieważnia wszystkie pytania...nieważne jak ona będzie zachowywała się wobec mnie , nieważne jak spędzamy wolny czas i jak okazuje mi uczucia...ważne jest to by kiedyś złapała moją dłoń , przytuliła się i spojrzała na mnie tak jak zawsze i powiedziała mi co czuje...z pełnym przekonaniem , pieczętując to pocałunkiem...to zdecydowanie jest warte braku odpowiedzi na te wszystkie pytania które krążą mi po głowie , a także jest to w tym momencie moje największe marzenie...
Zaczęło się od Świąt...udanych , spędzonych w rodzinnym gronie w górach. Zabrakło trochę śniegu , ale nie można mieć wszystkiego. Miałem sporo czasu żeby przemyśleć wszystkie dręczące mnie sprawy. Na niektóre pytania nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi więc z niepokojem oczekiwałem na zbliżającego się wielkimi krokami Sylwestra. Wyjazd w Beskidy w normalnych okolicznościach cieszyłby mnie niezmiernie lecz...bałem się. Bałem się każdej chwili spędzonej z dziewczyną i tego czy kiedykolwiek nastąpi "dobra chwila" , na szczerą z nią rozmowę. Godziny mijały niczym sekundy a ja nie mogłem zebrać się w sobie choć decyzję podjąłem już dość dawno. Miłe towarzystwo , w większości jej znajomych niczego mi nie ułatwiało. Minął Sylwester, minął Nowy rok...zbierałem się do odjazdu gdy ona sama zaczęła mówić na tak wyczekiwany i dręczący mnie temat. Nie mogłem jej nie powiedzieć tego co myślę , nie mogłem jej oszukiwać...wykorzystałem tą chwilę najlepiej jak tylko potrafiłem by ratować tą wieloletnią przyjaźń bo nic innego zaoferować już nie mogłem. Poczułem się dziwnie...niby tego właśnie chciałem , nie żałowałem tego ani przez chwilę...chyba nawet jadąc pociągiem sam do siebie się uśmiechnąłem...a jednak świadomy upływu 1,5 roku które byliśmy razem zacząłem odczuwać bliżej niesprecyzowany niepokój...co dalej...?? Odpowiedź znałem , choć tak naprawdę niczego nie mogłem być pewny. Cieszyłem się że moja była już dziewczyna tak doskonale mnie zrozumiała , myślę że gotowa jest kontynuować naszą wieloletnią przyjaźń...cieszyłem się z tego co czekało mnie w moim rodzinnym mieście. Czekała na mnie cudowna dziewczyna. Wiecznie uśmiechnięta , mająca pasję i patrząca na mnie tak że czuję jakbym miał nogi z waty. Znam to spojrzenie...przypomina mi mój ulubiony fragment z pewnego filmu...kiedyś mówiłem sobie...gdyby jakaś dziewczyna spojrzała na mnie tak jak główna bohaterka na tego chłopaka....i oto jest...Monika spogląda na mnie właśnie w ten sposób !!! Błysk w oku , radość w spojrzeniu , lekkie zmieszanie lecz wzrok którego nawet na chwile nie spuszcza gdy już zdecyduje się na mnie spojrzeć. Jest śliczna , ma w sobie cechy jakich zawsze szukałem w dziewczynie. Czy to mój ideał ?? Pewnie przekonam się z czasem ale już teraz mogę napisać że na pewno zrobię wszystko żeby była ze mną szczęśliwa bo nie wybaczyłbym sobie gdybym ją zranił. Jesteśmy razem od 8 stycznia...tak krótko...pierwsze spostrzeżenia ?? Z pewnością jest ostrożna , nie chce zaangażować wszystkich swoich uczuć bo obawia się tego co będzie , nowej sytuacji a może i mnie samego jako chłopaka bo tak naprawdę nie wie czego oczekuję i jak sobie nasz związek wyobrażam. Wiem że chciałbym spędzać z nią jak najwięcej czasu...nieważne gdzie...czy to najbardziej romantyczne miejsce jakie znajdziemy , fajny lokal czy wręcz obskurna melina...ważne by to było z nią bo przy niej w każdym miejscu czułbym się swobodnie. Pierwszy raz mam tak że najchętniej zamknąłbym się w domowym zaciszu...w 4 ścianach , daleko od cywilizacji by móc się delektować jej śmiechem , głosem , uśmiechem , spojrzeniem. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić...ja osoba która zwykle nie może usiedzieć w miejscu !!! Ona jednak woli wychodzić , proponuje ciekawe miejsca a ja jak już wspomniałem zapewne zgodzę się na każdą jej propozycję bo jak mógłbym odmówić tak słodkiej istocie. Nie przeraża mnie jej dość duży dystans do mnie i rzadkość w wyrażaniu uczuć inna od tego spojrzenia które jest czymś więcej niż najbardziej namiętny pocałunek. Nie będę na nic nalegał...każdą chwilą...każdą sekundą spędzoną przy niej pragnę jej pokazać że zasługuję na nią...na przytulenie się do niej , na słodkiego całusa , na to by z nią być. Wczoraj wieczorem myślałem o niej bardzo dużo. Wciąż jest wiele pytań bez odpowiedzi...czy zostanie przy mnie ?? Czy mi zaufa ?? Czy będzie zachowywała się przy mnie tak swobodnie jak wiem że potrafi ?? Na te pytania odpowiedzi sobie udzielić nie potrafię...ona pewnie by potrafiła...ale odkryłem uniwersalną odpowiedź która unieważnia wszystkie pytania...nieważne jak ona będzie zachowywała się wobec mnie , nieważne jak spędzamy wolny czas i jak okazuje mi uczucia...ważne jest to by kiedyś złapała moją dłoń , przytuliła się i spojrzała na mnie tak jak zawsze i powiedziała mi co czuje...z pełnym przekonaniem , pieczętując to pocałunkiem...to zdecydowanie jest warte braku odpowiedzi na te wszystkie pytania które krążą mi po głowie , a także jest to w tym momencie moje największe marzenie...
Tagi:
era
Zima to ta pora roku , w czasie której najchętniej zapadłbym w głęboki sen trwający aż do wiosny. Nie lubię zimy i nigdy tego nie ukrywałem. Grube ubrania , śliskie drogi a do tego to przeszywające całe ciało zimno które dopełnia czary goryczy...nie , nie lubię zimy. Zawsze myślałem że poza świętami spędzonymi w rodzinnym gronie daleko od miejsca mojego zamieszkania w tym okresie czasu nie czeka na mnie nic ciekawego. Dlatego też zawsze , gdy tylko poczułem pierwsze mrozy przeczuwałem też nadejście jakiegoś kataklizmu w odniesieniu do mojej osoby. Odkąd sięgam pamięcią bowiem w zimie spotykały mnie największe w moim życiu rozczarowania...niepowodzenia w szkole , miłości , na boisku. Było tego tak wiele , że gdy w tym roku po raz pierwszy byłem zmuszony ubrać kurtkę z powodu mrozu , zacząłem oczekiwać na jakieś niepowodzenie niczym bohaterowie filmu "oszukać przeznaczenie" na wypełnienie się tego co niechybnie na nich czekało. Początek zimy zdecydowanie potwierdzał moje obawy....popsuły się relacja z osobą na której coraz bardziej mi zależało...dlaczego?? Pewnie powodem nie było to że za oknem był wówczas mroźny dzień , ale tak wówczas czułem....czułem że to jakaś klątwa której nie byłem w stanie uniknąć...no i proszę...minęło kilka dni a zaczęły się także psuć moje relacje z dziewczyną. Działo się tak z powodu jej zazdrości , ale i późniejsze nieporozumienia miały z tym coś wspólnego...tak myślę że Sylwester który dopiero nadchodzi zmienił między nami coś w nieodwracalny sposób. Nie wiem co będzie dalej , pewnie przekonam się o tym za jakiś czas. Wtedy się nad tym nie zastanawiałem lecz...czy naprawdę zima przynosi mi pecha ?? Jeszcze parę dni temu postawiłbym każde pieniądze na to że tak właśnie jest. Coś się jednak zmieniło. Jakiś czas temu poznałem fajną dziewczynę. Wiedziałem że jest trochę zakręcona...ale w taki pozytywny sposób. Wiedziałem że ma pasję ale tak naprawdę nie znałem jej "Patrzyłem na nią lecz jej nie widziałem". Zastanawiałem się wtedy skąd ta dziewczyna znajduje w sobie tyle energii i radości życia. Im więcej przeszkód spotyka na drodze tym bardziej uparcie dąży do ich ominięcia...a zima jest jej ulubioną porą roku. Intrygowała mnie bardzo...jej uśmiech , spojrzenie i podejście do ludzi. Często rozmawialiśmy wieczorami pisząc sobie na każdy temat tak swobodnie. Myślę że była obok gdy potrzebowałem tego najbardziej. Gdy nie układało mi się z dziewczyną , ona potrafiła szczerze ze mną o tym porozmawiać. Myślę że tym właśnie sposobem zaprzyjaźniliśmy się. Przyjaźń jest tu dobrym słowem. Oznacza ono tak ważną i rzadko spotykaną w życiu kwestie a jednak niewiele osób można nazwać prawdziwymi przyjaciółmi...ona na pewno do nich należy. W pewnym momencie zauważyłem że patrzy na mnie trochę inaczej niż na początku...znam to spojrzenie. Zastanawiałem się co dalej ale odpowiedzi nie znam do dziś. Wiedziałem tylko że chcę ją lepiej poznać...tak niewinna randka na której nie przekroczy się żadnej granicy oddzielającej przyjaźń od czegoś więcej wydała mi się odpowiednim rozwiązaniem. Chciałem być fair wobec dziewczyny , która i tak byłaby zazdrosna wiedząc że choćby uśmiechnąłem się do jakiejś dziewczyny...a tu randka...ciekawe co by pomyślała. Myślę że byłaby wściekła jak zawsze , ale tym razem może nawet miałaby powód. Najśmieszniejsze i najsmutniejsze zarazem jest to , że choć bardzo bym chciał to jednak całkowicie się tym nie przejmuje. Randka...wtedy tak beztrosko użyłem tego słowa nie zdając sobie sprawy że zaprzeczam nim samemu sobie. Dlaczego ?? Bo choć chciałem spotkania dwójki przyjaciół to fakt użycia słowa randka już był przekroczeniem pewnej granicy. Mam wrażenie , że to było uruchomienie jakiegoś mechanizmu który coraz to bardziej przyśpiesza. Wtedy ona uznała że dla niej to tylko spotkanie , bo jestem zajęty. Wówczas użyłem tego słowa w żartach. Coś się jednak zmieniło między nami. Widziałem to po sposobie w jaki się do mnie uśmiecha , jak na mnie patrzy i jak obawia się każdego swojego gestu wobec mnie. Nie wiem co to sprawiło...nastrój zbliżających się świąt , a może ona sama...zapragnąłem poznać ją tak dobrze jak to tylko będzie możliwe. Skoro ona tak lubi zimę to postanowiłem poznać lepiej tego mojego dotychczasowe wroga bo wiedziałem że dzięki temu lepiej będę w stanie poznać tą coraz mi bliższą dziewczynę. Nie planowałem tego długo...krótkie pytanie - pójdziemy na taką prawdziwą randkę ?? Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast - "tak".
Najpierw obejrzałem jej pokaz jazdy na łyżwach. Widziałem jak się stresowała obecnością ludzi , ale nie myślała o nich. Jeździła jak księżniczka , z gracją i pewnością siebie. Zabrakło tylko uśmiechu który pojawił się dopiero gdy podeszła do bliskich sobie osób. Wobec mnie zachowała się wprost cudownie. Gdy tylko mnie zobaczyła podeszła i się przytuliła. Przyszło wielu jej znajomych ale najwięcej czasu spędzała właśnie ze mną...nie z mamą , siostrą czy przyjaciółkami a ze mną. To było niesamowite. Poczułem się jakbyśmy od bardzo dawna byli parą. Później poszliśmy na prawdziwą randkę...prawdziwą nie z powodu kwiatów , pięknej muzyki czy obecności w jednym z tych magicznych miejsc gdzie wszystko sprawia że ma się świadomość tego wydarzenia...nie tego nie było, byliśmy po prostu my. Była prawdziwa dlatego że oboje tego chcieliśmy. Następnego dnia , postanowiłem zmierzyć się z wrogiem...lód będący jej przyjacielem a mi kojarzący się nieodłącznie z życiowymi niepowodzeniami nie okazał się taki straszny. Łyżwiarz ze mnie marny ale szczerze się starałem dla niej...zresztą ona trzymająca mnie za rękę...nawet poprzewracać się byłoby wtedy czystą przyjemnością...ale udało mi się to tylko raz. Serce kobiety to ocean...jest tak rozległe że nigdy do końca go nie poznamy. Tym razem jednak ona sama zdecydowała się ujawnić część swoich uczuć....tak są pewne uczucia...Mam teraz mnóstwo niepewności w sobie. Jej wczorajsze całusy w policzek rozgrzały mnie niczym najlepsza gorąca czekolada. To dziwne ale teraz nie czuję się nie fair wobec dziewczyny tylko wobec niej. Sekundy mijają nie ubłagalnie , Sylwester zbliża się wielkimi krokami a ja nie mam pojęcia co mnie czeka...
Wiem że ona to przeczyta , więc nie wiem czy powinienem to wszystko pisać , ale miałem chęć to z siebie wyrzucić. Więc jeśli to przeczytasz...Monika , dzięki za to że jesteś:)
W ten właśnie sposób odczarowałem złą zimę. Przekonałem się o tym w " moim świecie " czyli na boisku. Mecz na szczycie 3 ligi w którym nie byliśmy bynajmniej faworytem wygraliśmy. zagrałem naprawdę świetne spotkanie. Chwile gdy publiczność po mojej udanej kiwce przy 22-22 zaczęła skandować mój pseudonim zapamiętam na pewno całe życie. Wygrana 3-0 cieszy , z siebie też jestem zadowolony...teraz pozostaje tylko radować się z nadchodzących świąt.
Najpierw obejrzałem jej pokaz jazdy na łyżwach. Widziałem jak się stresowała obecnością ludzi , ale nie myślała o nich. Jeździła jak księżniczka , z gracją i pewnością siebie. Zabrakło tylko uśmiechu który pojawił się dopiero gdy podeszła do bliskich sobie osób. Wobec mnie zachowała się wprost cudownie. Gdy tylko mnie zobaczyła podeszła i się przytuliła. Przyszło wielu jej znajomych ale najwięcej czasu spędzała właśnie ze mną...nie z mamą , siostrą czy przyjaciółkami a ze mną. To było niesamowite. Poczułem się jakbyśmy od bardzo dawna byli parą. Później poszliśmy na prawdziwą randkę...prawdziwą nie z powodu kwiatów , pięknej muzyki czy obecności w jednym z tych magicznych miejsc gdzie wszystko sprawia że ma się świadomość tego wydarzenia...nie tego nie było, byliśmy po prostu my. Była prawdziwa dlatego że oboje tego chcieliśmy. Następnego dnia , postanowiłem zmierzyć się z wrogiem...lód będący jej przyjacielem a mi kojarzący się nieodłącznie z życiowymi niepowodzeniami nie okazał się taki straszny. Łyżwiarz ze mnie marny ale szczerze się starałem dla niej...zresztą ona trzymająca mnie za rękę...nawet poprzewracać się byłoby wtedy czystą przyjemnością...ale udało mi się to tylko raz. Serce kobiety to ocean...jest tak rozległe że nigdy do końca go nie poznamy. Tym razem jednak ona sama zdecydowała się ujawnić część swoich uczuć....tak są pewne uczucia...Mam teraz mnóstwo niepewności w sobie. Jej wczorajsze całusy w policzek rozgrzały mnie niczym najlepsza gorąca czekolada. To dziwne ale teraz nie czuję się nie fair wobec dziewczyny tylko wobec niej. Sekundy mijają nie ubłagalnie , Sylwester zbliża się wielkimi krokami a ja nie mam pojęcia co mnie czeka...
Wiem że ona to przeczyta , więc nie wiem czy powinienem to wszystko pisać , ale miałem chęć to z siebie wyrzucić. Więc jeśli to przeczytasz...Monika , dzięki za to że jesteś:)
W ten właśnie sposób odczarowałem złą zimę. Przekonałem się o tym w " moim świecie " czyli na boisku. Mecz na szczycie 3 ligi w którym nie byliśmy bynajmniej faworytem wygraliśmy. zagrałem naprawdę świetne spotkanie. Chwile gdy publiczność po mojej udanej kiwce przy 22-22 zaczęła skandować mój pseudonim zapamiętam na pewno całe życie. Wygrana 3-0 cieszy , z siebie też jestem zadowolony...teraz pozostaje tylko radować się z nadchodzących świąt.
Tagi:
lód
Coraz bliżej święta i zaczyna mi się powoli udzielać ich nastrój. Uwielbiam tą świąteczną atmosferę . spotkania z bliskimi , a nawet śnieg choć wczoraj zmarzłem strasznie....brrrr... Tegoroczne święta niemal tradycyjnie już spędzę u rodziny w Bieszczadach , Sylwestra w Beskidach...czego więcej można chcieć ?? W kwestii świąt na pewno nic. Nawet z pisaniem pracy magisterskiej zrobiłem duży postęp i z optymizmem spoglądam w przyszłość gdzie czeka na mnie niechybnie tytuł mgr....trzy małe literki a tak cieszą.
Wiele się u mnie dzieje ostatnimi czasy , problemy z dziewczyną to już niemal codzienność choć ostatnie dni niby nie były takie złe. Sylwester mam nadzieję rozjaśni mi w głowie wiele spraw...
To dziwne i kompletnie tego nie rozumiem ale zauważyłem pewną prawidłowość wobec swojej osoby. Będąc sam nie zwracam na siebie uwagi dziewczyn natomiast mając dziewczynę jest wprost przeciwnie. Mój związek chyba nie należy do udanych...szkoda bo naprawdę robię wszystko co mogę by to zmienić ale bardzo często mam chęć uderzyć pięścią w stół i powiedzieć koniec , tak dłużej nie potrafię , chcę czegoś innego. Tyle że gdy pojawia się to inne pojawiają mi się w głowie także dylematy z tym związane. Jakiś czas temu fatalne zauroczenie z mojej strony...potem kosz dla pewnej dziewczyny...potem kolejnej...a teraz gdy naprawdę świetna dziewczyna mówi mi że nie jestem jej obojętny ja nie mogę jej nic odpowiedzieć...wiem że tym razem gdyby nie to że jestem w związku nie zastanawiałbym się nawet sekundy a jednak jestem i chcę być fair...co jednak zrobię jak mój związek się rozleci ?? Bo takie coraz częściej odnoszę wrażenie...To dziwne ale życie przypomina mi piękny obraz namalowany pastelami , obraz który ciągle jest niedokończony i nigdy nie wiadomo co jego twórca na nim domaluje...czasem zdarzy się piękny pejzaż a czasem kupa nic nie wartych śmieci które niszczą dzieło...te śmieci to oczywiście problemy , problemy które śmiało zawsze porównuje do zawiązanego supła lub węzła z którym dzielnie walczymy by go rozwiązać a gdy nam się to uda to widzimy pod nim kolejny...
Jutro czeka mnie tak ciężki dzień...w końcu gramy wielki mecz ... spotkanie mojej drużyny i jutrzejszego rywala to coś na co czeka każdy siatkarski kibic w naszym województwie...wisienka na torcie rozgrywek 3 ligi. W końcu są to derby miasta a w dodatku gra pierwsza z drugą drużyną w tabeli. Cieszę się na ten mecz , wiem że zagram. To zabawne ale wiele razy czułem że jestem w lepszej dyspozycji niż obecnie ale to teraz każdy mnie docenia. w ostatnim meczu wyszedłem w szóstce i pomimo że grałem tak sobie to gdy znajdowałem się na parkiecie drużyna nagle zaczęła wygrywać a gdy pojawiał się mój zmiennik , było źle. Ważne że wygraliśmy...podobnie jest w drużynie akademickiej gdzie na początku roku miałem być rezerwowym a teraz jestem jednym z liderów...w ostatnim spotkaniu byłem nawet kapitanem. Ciekawi mnie co teraz dostrzegli we mnie wszyscy Ci którzy przedtem widzieli niewiele...
Wiele się u mnie dzieje ostatnimi czasy , problemy z dziewczyną to już niemal codzienność choć ostatnie dni niby nie były takie złe. Sylwester mam nadzieję rozjaśni mi w głowie wiele spraw...
To dziwne i kompletnie tego nie rozumiem ale zauważyłem pewną prawidłowość wobec swojej osoby. Będąc sam nie zwracam na siebie uwagi dziewczyn natomiast mając dziewczynę jest wprost przeciwnie. Mój związek chyba nie należy do udanych...szkoda bo naprawdę robię wszystko co mogę by to zmienić ale bardzo często mam chęć uderzyć pięścią w stół i powiedzieć koniec , tak dłużej nie potrafię , chcę czegoś innego. Tyle że gdy pojawia się to inne pojawiają mi się w głowie także dylematy z tym związane. Jakiś czas temu fatalne zauroczenie z mojej strony...potem kosz dla pewnej dziewczyny...potem kolejnej...a teraz gdy naprawdę świetna dziewczyna mówi mi że nie jestem jej obojętny ja nie mogę jej nic odpowiedzieć...wiem że tym razem gdyby nie to że jestem w związku nie zastanawiałbym się nawet sekundy a jednak jestem i chcę być fair...co jednak zrobię jak mój związek się rozleci ?? Bo takie coraz częściej odnoszę wrażenie...To dziwne ale życie przypomina mi piękny obraz namalowany pastelami , obraz który ciągle jest niedokończony i nigdy nie wiadomo co jego twórca na nim domaluje...czasem zdarzy się piękny pejzaż a czasem kupa nic nie wartych śmieci które niszczą dzieło...te śmieci to oczywiście problemy , problemy które śmiało zawsze porównuje do zawiązanego supła lub węzła z którym dzielnie walczymy by go rozwiązać a gdy nam się to uda to widzimy pod nim kolejny...
Jutro czeka mnie tak ciężki dzień...w końcu gramy wielki mecz ... spotkanie mojej drużyny i jutrzejszego rywala to coś na co czeka każdy siatkarski kibic w naszym województwie...wisienka na torcie rozgrywek 3 ligi. W końcu są to derby miasta a w dodatku gra pierwsza z drugą drużyną w tabeli. Cieszę się na ten mecz , wiem że zagram. To zabawne ale wiele razy czułem że jestem w lepszej dyspozycji niż obecnie ale to teraz każdy mnie docenia. w ostatnim meczu wyszedłem w szóstce i pomimo że grałem tak sobie to gdy znajdowałem się na parkiecie drużyna nagle zaczęła wygrywać a gdy pojawiał się mój zmiennik , było źle. Ważne że wygraliśmy...podobnie jest w drużynie akademickiej gdzie na początku roku miałem być rezerwowym a teraz jestem jednym z liderów...w ostatnim spotkaniu byłem nawet kapitanem. Ciekawi mnie co teraz dostrzegli we mnie wszyscy Ci którzy przedtem widzieli niewiele...
Tagi:
nowość
To już drugi wpis dzisiejszego dnia , chyba się rozkręciłem , ale mam dziś wenę do przemyśleń...szkoda że podobnie nie jest z magisterką lecz wiem że i to uda mi się nadrobić. Zaraz idę na trening a po wczorajszej dobrej grze w ważnym meczu , dziś dostałem skrzydeł....trochę nie chcę mi się trenować ale mam ochotę iść na trening. Wolne chwile dnia dzisiejszego spędziłem na rozmowie z dziewczyną i oglądaniu filmów. Właśnie to mnie natchnęło do napisania już drugiej notki w dniu dzisiejszym. Zacząłem się zastanawiać czy dziewczyny przedstawiane w komediach romantycznych mają odpowiedniczki w świecie rzeczywistym. zawsze myślałem że tak ale teraz...sami powiedzcie gdzie takie dziewczyny można spotkać , piękne ale będące w cieniu , wygadane , wyluzowane , otwarte które nikogo nie udają...są po prostu sobą...Chciałbym poznać dziewczynę z którą rozmowa by mi płynęła niczym kolejne nuty najpiękniejszej ballady , której spojrzenie potrafi mówić "kocham cię" , której uśmiech potrafi mi poprawić nastrój na cały dzień , a ja chciwie łowiłbym każde jej słowo by w samotne wieczory mógł sobie je przypominać w myślach.Mam na myśli dziewczynę której mógłbym powiedzieć że źle mi z tym , że żyje w tłumie ludzi którzy udają kogoś kim nie są , ale gdy rozmawiam z nią , jestem tym kim chciałbym być...
Dlaczego nawiązałem na początku do komedii romantycznych...odpowiedź jest prosta , czasem czuję się jak główny bohater takiego właśnie filmu , niby mam wszystko , mam pasję dzięki której ludzie zwracają na mnie uwagę , jestem lubiany a co więcej , ja sam lubię siebie...a jednak czegoś mi brak...tak właśnie doceniłem to że para musi być naprawdę sobie przeznaczona ....a coraz częściej mam wrażenie że moja dziewczyna pomimo niewątpliwych walorów przeznaczona mi nie jest...chyba nie potrafię być przy niej tak do końca sobą , za bardzo się różnimy a ja staram się dopasować do niej co jest błędem bo tak naprawdę nie chcę się zmieniać....tak jak kiedyś pisałem dziewczyna nie musi być ideałem dla wszystkich , ważne by była nim dla mnie , tylko że takiej dziewczyny raczej na tym świecie nie ma...
Dlaczego nawiązałem na początku do komedii romantycznych...odpowiedź jest prosta , czasem czuję się jak główny bohater takiego właśnie filmu , niby mam wszystko , mam pasję dzięki której ludzie zwracają na mnie uwagę , jestem lubiany a co więcej , ja sam lubię siebie...a jednak czegoś mi brak...tak właśnie doceniłem to że para musi być naprawdę sobie przeznaczona ....a coraz częściej mam wrażenie że moja dziewczyna pomimo niewątpliwych walorów przeznaczona mi nie jest...chyba nie potrafię być przy niej tak do końca sobą , za bardzo się różnimy a ja staram się dopasować do niej co jest błędem bo tak naprawdę nie chcę się zmieniać....tak jak kiedyś pisałem dziewczyna nie musi być ideałem dla wszystkich , ważne by była nim dla mnie , tylko że takiej dziewczyny raczej na tym świecie nie ma...
Tagi:
Ballada
Ostatnie dni były dziwne...Uporałem się z dużą częścią własnych dylematów lecz inne problemy zaczęły zaprzątać mi głowę. Problemy , problemy , problemy , jak to słowo często nam towarzyszy w życiu. Pechowcem jest ten który nie ma alternatywnego świata do którego może wędrować w chwilach gdy potrzebuje nabrać dystansu do własnego życia. Dla mnie taką oazą jest oczywiście boisko do siatkówki i powiem Wam że jest to dla mnie ostatnia deska ratunkowa w najbardziej krytycznych sytuacjach. Uporałem się w końcu z tym fatalnym zauroczeniem które systematycznie prowadziło mnie do małymi krokami ku popełnieniu jakiegoś głupstwa. Oczywiście spotkaniu z " nią " nadal towarzyszą dziwne odczucia których pewnie żaden człowiek nie będzie w stanie pojąć rozumem ale tak jak uprzednio brnąłem w tą znajomość jak opętany , teraz wolnym , dostojnym krokiem się z niej wycofuje...wczoraj po raz pierwszy odpowiedziałem " nie " na pytanie czy się spotkamy... Przyszło mi to nadzwyczaj łatwo i jestem z tego nie tyle dumny co zwyczajnie pozytywnie zaskoczony. Tydzień upłynął mi pod znakiem sędziowania. Zajęcie to zmusiło mnie jak nigdy do głębokich przemyśleń. Sędziowanie małym dzieciom w mikołajkowym turnieju...największa radość i utrapienie w jednym. Tak wiele miałem dylematów...zagwizdać podwójną...niesioną...czy po prostu dać się bawić dzieciakom nie ingerując zbytnio w popełniane przez nich na boisku błędy. Zwykle wybierałem to ostatnie , szkoda tylko że duża część trenerów nie myślała podobnie do mnie cisnąć na te maluchy by wygrywały. Te małe szkraby chciały się dobrze bawić a rzadko się zdarza by tak było jeśli dorośli ingerują w te zabawy próbując wnieść do tych zabaw odrobinę świata dorosłych tj.niezdrową rywalizację , presję wyniku no i oczywiście krzyk który akurat w tym wypadku dzieci jedynie niepotrzebnie stresuje. Dwudniowe sędziowanie wspominam jednak bardzo fajnie...była to dla mnie dobra lekcja , zabawa i jednak dość duże przeżycie bo turniej mikołajkowy był pierwszym jaki rozegrałem w życiu...było to właśnie w tej szkole przed czternastoma laty....duża część trenerów mnie pamięta...a teraz jestem sędzią i prowadzę zawody w których grają kolejne pokolenia...jest w tym coś magicznego...przemijanie...Przy okazji załapałem się w kadrze kamery gdy sędziowałem jeden z meczów mając na sobie piękną czapkę mikołaja co wychwyciło wielu oglądających Panoramę w telewizji moich znajomych =D Co by tu więcej dodać...a tak ...problemy... moja dziewczyna...im bliżej Sylwestra tym mniejszą mam chęć żeby spędzić go z nią. To co w tym roku powymyślała to istna katastrofa. Nie dość że trzykrotnie zmieniała miejsce w którym "chcemy" się bawić przez co musiałem wszystko odkręcać to jeszcze zdecydowała się na miejsce gdzie pojedziemy w....25 osób z których większej części nie znam. Nawet by mi to nie przeszkadzało bo w sumie nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów międzyludzkich a najważniejsze jest to by spędzić tego Sylwestra z nią...tyle że mogła się zdecydować od razu na jedno miejsce...no a poza tym tym razem ona miała przyjechać do mojego miasta a stało się tak że drugi rok z rzędu to ja muszę wybyć...no cóż...dostosuje się...tyle że to zawsze ja muszę ustępować a jej humorki w ostatnim czasie stają się wręcz nie do zniesienia...ciągła zazdrość nie wiem o co , pretensje o wszystko ( czasem sama nie wie o co...jak twierdzi....a taki nastrój - sorki ). Czasem się zastanawiam czy to wszystko ma sens bo wiadomo że odległość niczego nie ułatwia. W takich chwilach ciesze się z takich dni jakie miałem wczoraj gdy wracam po chorobie na mecz z trudnym rywalem który w dużym stopniu decyduje o naszych losach. Wchodzę z ławki gdy drużynie nie idzie i daje popis który całkowicie odwraca losy meczu na naszą korzyść. Nastrój diametralnie się zmienia na lepsze , szkoda tylko że jest to efekt krótkotrwały...
Tagi:
osobowość
Dziś , kiedy już wiem co jest nie tak i z jakiego powodu , zamknąłem pewien rozdział w życiu i nagle poczułem jak wielkie daje mi to możliwości. Mogę robić w zasadzie wszystko , próbować tego czego do tej pory spróbować nie było mi dane...po chwilowej ekstazie nadchodzi jednak smutna nostalgia nad własnym losem bo mam wrażenie że o czymkolwiek bym nie pomyślał mam to już za sobą. Wielu rzeczy w życiu próbowałem ale żadna nie poniosła mnie na tyle bym mógł powiedzieć...tak to jest to. Najbliżej tego jest oczywiście siatkówka. Uwielbiam czuć tą namiastkę bycia bohaterem...ostatni mecz...zagrałem rewelacyjnie niemal pod każdym względem...blok , zagrywka , rozegranie i odbiór...to było niesamowite że pomimo porażki ludzie po meczu gratulowali mi świetnej gry. Chciałbym swoje życie związać z siatkówką ale szukam też nowych wyzwań. Kiedyś napisałem że czuje jakbym kompletnie nie pasował do tego świata. Mam swoje myśli , poglądy , uczucia lecz mam wrażenie że są one bardzo odległe od rzeczywistości w której żyje. Od pewnego czasu szukam jakiegoś wyzwania...bodźca który sprawi że w każdej sytuacji będę potrafił być sobą...a może osobą którą chciałbym być. To dziwne uczucie. Bardzo lubię to jaki jestem ale przeczuwam że jako jedna osoba stanowię dwie różne części. Jedna to "ja zewnętrzny"...tak tak , znacie mnie. Straszna gaduła , wesołek...chyba nawet lubiany a przede wszystkim godny zaufania i szczery człowiek. Druga część to ja " wewnętrzny" , chciałbym potrafić wewnętrzne doznania i myśli potrafić wynieść na światło dzienne , pokazać je ludziom ale nie potrafię...chyba po prostu słowa , gesty a także materia nie potrafią przekazać tego co czuje dany człowiek w ten sposób w jaki faktycznie to odczuwa. Najprostsza rzecz...jakiś plan w który chciałbym włożyć całą swoją osobowość jest jednocześnie tak trudnym schematem w przekazaniu którego się gubię choć jego sens jest innym przekazany. Ludzie patrzą ale nie potrafią dostrzec...to trochę tak jakby przeczytać opracowanie wielkiego dzieła a nie zerknięcie na cudowne opisy które są w nim zawarte. Myślę że już wiem jakbym chciał żyć...tak właśnie w tej chwili postanowiłem że zaczynam spełniać swoje marzenia...jakie...te które śnią mi się po nocach a ja nie potrafię przekazać pełni ich idei niczym filozof nie jest w stanie opowiedzieć o platońskim świecie idei nawet gdy dostrzeże fakt ich istnienia w marnym ich odbiciu w materii...
Tagi:
wyzwanie
Wiecie...okazuję się że gdy wszystko jest ok , wokół mnie jest dużo osób a gdy jest mi źle te osoby są przy mnie a jednak jakoś tak daleko...Właściwie wiem czemu tak jest. Po prostu wolę pocierpieć w samotności choć bywają takie dni że wolę się wygadać przed kimś zdając sobie sprawę że to nic nie zmieni. Więc czemu teraz piszę...?? Powód jest taki sam jak pewnie u połowy ludzkości...kobieta...Na dalszy plan schodzą w tym momencie słabsze wyniki sportowe i to że właściwie na wszystko mam czas więc powinienem się cieszyć a jednak tak nie jest. Najśmieszniejsze jest to że nie chodzi o moją dziewczynę. Moja połówka z która jestem już 15 miesięcy jest cudowną istotką. Mogę mówić o niej w samych superlatywach i układa nam się świetnie , ale jest jedno ale...gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o inną kobietę i tu zaczynają się schody. Nie , nie zdradziłem , nie myślałem nawet o tym ...baaa broniłem się przed narastającym we mnie wrażeniem ze to coś więcej niż przyjaźń. A jednak była to przyjaźń w której iskrzyło niemiłosiernie co widzieli wszyscy łącznie z nami . Rozmawialiśmy wiele razy na ten temat i wiedziałem że jeśli tylko poukładamy swoje sprawy to choć bronimy się przed tym rękami i nogami będziemy razem. Gdy z powodu wakacji kontakt , głownie z powodu jej milczenia znacznie nam się urwał. Nie było już tych codziennych spotkań i całonocnych rozmów znanych pewnie wszystkim zakochanym parom. Wakacje pozwoliły mi powrócić do stanu otrzeźwienia psychicznego , zdać sobie sprawę że samymi myślami o tej dziewczynie zachowuje się źle wobec mojej naprawdę fantastycznej dziewczyny. Myślałem że to co złe już minęło , że poradziłem sobie z tym okrutnym zauroczeniem...niestety teraz już wiem że to było niemożliwe. Gdy moja przeklęta i wymarzona...uwielbiana i nienawidzona jednocześnie...wbrew mojej woli i rozumowi wybranka wróciła przepadłem . Na początku chciałem delikatnie i powoli odbudować relacje jakie nas łączyły...przyjaźń z perspektywami na coś zdecydowanie większego. Los zetknął mnie mnie z czymś czego się nie spodziewałem. Moje utęsknienie i gotowość do podjęcia desperackich kroków i chęć wyrzeczenia się tego co sprawiało mi dotychczas wielką radość okazało się jedynie pustą kartką w zeszycie której strony miały zostać zapisane jakże piękną miłosną opowieścią ze szczęśliwym zakończeniem...oto moja wybranka dla której oszalałem...przepadłem...byłem zdecydowany porzucić najbardziej kochającą mnie osobę powiedziała " myślałam że jesteś inny , pomyliłam się...". Tragizm tych słów i ich znaczenie nie docierają do mnie do tej chwili a upłynęło już kilka dni. Dlaczego tak pogodna , słodka dziewczyna uważa że się co do mnie pomyliła...czymże jej zawiniłem. Co się mogło zmienić że już nie patrzy na mnie tak wnikliwie , uśmiechając się przy tym tak jak nie uśmiechała się do nikogo innego. Byłem gotowy uchylić jej drzwi do raju , chciałem poświęcić dla niej każdą mikrosekundę mojej egzystencji i robić wszystko by tylko się do mnie uśmiechała , złapała za rękę i pocałowała. Tymczasem to wszystko minęło...wydaje się że bezpowrotnie a jedynym pocałunkiem pozostanie ten który złożyła na moim policzku w chwili słabości która ogrania mnie zawsze gdy jestem przy niej. Zacząłem się zmieniać , odkrywać w sobie emocje o istnieniu których dotąd nie wiedziałem. Widząc przy jej opisie na gadu uśmiech , napis że z kimś tam gdzieś tam wyszła przeżywam prawdziwie udręki. Czuje że chodzi o kogoś innego , że to jej decyzja , jej życie a jednak pomimo że nie wiem o kogo chodzi mam ochotę go rozszarpać...Wiem że może czuć to co ja a jednak czuję się jakby ktoś mnie okradł z duszy...Serca pęka...dusza krwawi....Największym tragizmem jest to że ona do mnie pisze , widujemy się bo to z powodu naszej pasji nieuniknione ale i bez tego byśmy rozmawiali bo ona tego chce...Ciekawe czy ona wie jakie cierpię katusze , czy wie jak bardzo ten trójkąt na linii ja-ona-moja dziewczyna mnie wyczerpał...jak czuję się wypalony. Moje życie to już nie egzystencja....to wegetacja...jestem jak roślina...roślina przytłoczona przez chwasty które odbierają każdy promyk słońca...każdą nadzieję. Chciałbym poznać tylko dwie odpowiedzi. Co zmieniło jej uczucia i stosunek do mnie i co ona tak naprawdę myśli...Nie wiem po co to tu piszę , przecież i tak nikt tego nie przeczyta a nawet jeśli to nie doda notki która choć odrobinę wspierała by na duchu lub poradziła mi jak poradzić sobie z sytuacją w której żadna cząstka moich emocji nie jest zależna ode mnie...
Tagi:
tragizm
To już jutro...mecz z Agroturem. Do drużyny dojdzie dwóch zawodników, a więc jesteśmy naprawdę mocni....jesteśmy liderami rozgrywek póki co. Moje życie to ostatnio odliczanie od treningu do treningu ....od meczu do meczu....nauki mam mało. Coś tam oczywiście robię ale tak naprawdę mogę poświęcić wiele czasu na pasje. Czas też naprawić kilka rzeczy i relacji które mam wrażenie że zepsułem...choć tak naprawdę nie wiem czym...
Tagi:
mecz
Wczorajszy mecz się odbył i niewiele więcej można powiedzieć bo zawiedli kibice których było bardzo mało. Nie lubię grać przy pustych trybunach. Nie ma wtedy atmosfery meczowej i nie czuje tej jedynej w swoim rodzaju adrenaliny. W każdym razie z mojej gry wczoraj jestem bardzo zadowolony. Wyszedłem w szóstce i udało mi się kilka razy ładnie zagrać. Wygraliśmy z Perełką 3-0 , jesteśmy po dwóch kolejkach liderami rozgrywek w których póki co nie straciliśmy seta. Za tydzień jednak zaczynają się schodki czyli mecz z Agroturem. Niby jesteśmy faworytami ale gra z tą drużyną wyraźnie nam nie leży. Wczoraj po meczu wpadłem z kolegą z drużyny na kilka piw , pomogłem sąsiadce skręcić biurko i wypocząłem. Dziś miałem za to pobudkę o 6 rano bo już o 9 mecz w piłkę...ciężko się gra na lekkim kacu ale rozkręcałem się z minuty na minutę. Nie był to olśniewający występ , przegraliśmy ale oddałem dwa groźne strzały , trochę powalczyłem no i jakby nie patrzeć zaliczyłem asystę przy bramce. Teraz nic nie robię ciekawego , ale wieczorkiem wpadają znajomi i jak ostatni kretyni będziemy oglądali mecz naszej kadry z Czechami...po co ?? Tego nie wie nikt. A jutro o 9 znów meczyk w piłkę do zagrania i to ważny bo pomimo że to rozgrywki amatorskie to kurcze fajnie byłoby być na podium.
Przewaga siatki nad nogą jest taka że gdy gram nawet ważny mecz ligowy w siatę to nikt mnie nie kopnie korkiem w kolano tak jak to dziś na meczu w nogę miało miejsce ...w dodatku rzekomo to ja faulowałem...tylko ciekawe czemu koleś od razu wstał a ja przez 10 minut cierpiałem za linią...cóż takie jest życie...
Przewaga siatki nad nogą jest taka że gdy gram nawet ważny mecz ligowy w siatę to nikt mnie nie kopnie korkiem w kolano tak jak to dziś na meczu w nogę miało miejsce ...w dodatku rzekomo to ja faulowałem...tylko ciekawe czemu koleś od razu wstał a ja przez 10 minut cierpiałem za linią...cóż takie jest życie...
Tagi:
liga
Całe wieki nie pisałem żadnej notki , a dokładniej blisko miesiąc. Co w tym czasie ciekawego się działo ?? W zasadzie to bardzo dużo. Przede wszystkim skończyły mi się wakacje. Na uczelni byłem co prawda dwa razy ale takie to piękne jest życie na 5 roku że poza seminarium na które chodzić muszę , mam zaledwie kilka wykładów na których pojawiał się będę gdy czas mi na to pozwoli. Jedyna pożyteczna sprawa jaką z uczelni w tym roku wyniosłem to informacja że 2 grudnia muszę oddać dwa pierwsze rozdziały magisterki , ale z tym problemów nie przewiduje.
Co poza tym w moim życiu ??Dziewczyna z którą tak chciałem pogadać , spotkać się tak jak to miało miejsce przed wakacjami i uczciwie pogadać wyraźnie mnie omija...w sumie się jej nie dziwie bo robię dokładnie to samo , ale to głupie bo wcześniej czy później i tak będziemy musieli się spotkać... W każdym razie cieszę się z tego jak mi się układa bo po dniach złego nastroju nareszcie wracam do normy z moją postawą wobec świata. Chwilowo zgrywałem zimnego jak lód bo tak było łatwiej jednak na dłuższą metę nie potrafię się tak zachowywać bo to zwyczajnie do mnie nie pasuje.
Zacząłem też rozgrywki 3 ligi w siatkę. Treningi w klubie wznowiłem już jakiś czas temu z przeświadczeniem że w tym sezonie nic wielkiego nie ugramy tym składem. Odeszło dwóch podstawowych zawodników lecz na moją chęć odejścia tradycyjnie słyszę od prezesa VETO...
Przestałem przejmować się biurokratyczną postawą ludzi którzy tak naprawdę nie rozumieją sensu pasji i zacząłem robić swoje. Wychodzi mi to całkiem nieźle. W pierwszym meczu roznieśliśmy drużynę z Dołhobyczowa 3-0 (13,12 i 21) a ja grałem praktycznie cały mecz. Nie byłem z siebie do końca zadowolony ale odbiłem to sobie na pomeczowej imprezie w busie. Choć zwykle jestem pełen samokrytycyzmu to tym razem muszę z zadowoleniem stwierdzić że moja forma rośnie. Gra mi się coraz lepiej a tym samym zyskuje coraz to większą pewność siebie w poczynaniach na boisku.
Trener w klubie to zauważył , ten z uczelni chyba też dostrzega co jest grane , choć w jego oczach zapewne i tak pozostanę zawodnikiem do wszystkiego a że grać mogę na przyjęciu , rozegraniu , libero...to najlepiej żebym był zmiennikiem i wchodził tam gdzie drużynie nie idzie. Tego akurat nigdy nie zrozumiem jak można ogranego , dobrze wyszkolonego zawodnika sadzać na ławce tylko dlatego że jest wzmocnieniem na każdej pozycji...dobrze że w drużynie klubowej która oczywiście zmiażdżyła by w bezpośrednim meczu akademicką nie mam takich problemów i jestem zawodnikiem wyjściowej szóstki. W sumie na pierwszym roku byłem kapitanem tej akademickiej drużyny...chyba za dużo gadałem i tak to wygląda teraz.
Dziś gramy z Perełką , mecz 2 kolejki , 3 ligi. Jesteśmy zdecydowanym faworytem ale mam pewne obawy co do wyniku. To solidna drużyna i jak im idzie to ich to nakręca...oby więc dobrze zacząć i nie dać się Perełce rozkręcić...
Na koniec miła niespodzianka jaka mnie spotkała...jestem bohaterem gry komputerowej:)
Pewnie wielu z Was grało w Championship Managera , a ja ostatnio dowiedziałem się że istnieje coś takiego jak Volleyball Manager. Zaciekawiony ściągnąłem tą grę , zacząłem jako coach drużyny w której w świecie rzeczywistym gram, patrzę a tam moje nazwisko , moje dane...fajna sprawa. Tylko pozycje mi złą przypisali bo stworzyli mnie jako libero a ja rozgrywaczem jestem...choć i na libero się czasem grywało nawet rok temu...no ale liczę że w kolejnej części która jak czytałem ma się ukazać niebawem przywrócą mi moją nominalną pozycję=D
Co poza tym w moim życiu ??Dziewczyna z którą tak chciałem pogadać , spotkać się tak jak to miało miejsce przed wakacjami i uczciwie pogadać wyraźnie mnie omija...w sumie się jej nie dziwie bo robię dokładnie to samo , ale to głupie bo wcześniej czy później i tak będziemy musieli się spotkać... W każdym razie cieszę się z tego jak mi się układa bo po dniach złego nastroju nareszcie wracam do normy z moją postawą wobec świata. Chwilowo zgrywałem zimnego jak lód bo tak było łatwiej jednak na dłuższą metę nie potrafię się tak zachowywać bo to zwyczajnie do mnie nie pasuje.
Zacząłem też rozgrywki 3 ligi w siatkę. Treningi w klubie wznowiłem już jakiś czas temu z przeświadczeniem że w tym sezonie nic wielkiego nie ugramy tym składem. Odeszło dwóch podstawowych zawodników lecz na moją chęć odejścia tradycyjnie słyszę od prezesa VETO...
Przestałem przejmować się biurokratyczną postawą ludzi którzy tak naprawdę nie rozumieją sensu pasji i zacząłem robić swoje. Wychodzi mi to całkiem nieźle. W pierwszym meczu roznieśliśmy drużynę z Dołhobyczowa 3-0 (13,12 i 21) a ja grałem praktycznie cały mecz. Nie byłem z siebie do końca zadowolony ale odbiłem to sobie na pomeczowej imprezie w busie. Choć zwykle jestem pełen samokrytycyzmu to tym razem muszę z zadowoleniem stwierdzić że moja forma rośnie. Gra mi się coraz lepiej a tym samym zyskuje coraz to większą pewność siebie w poczynaniach na boisku.
Trener w klubie to zauważył , ten z uczelni chyba też dostrzega co jest grane , choć w jego oczach zapewne i tak pozostanę zawodnikiem do wszystkiego a że grać mogę na przyjęciu , rozegraniu , libero...to najlepiej żebym był zmiennikiem i wchodził tam gdzie drużynie nie idzie. Tego akurat nigdy nie zrozumiem jak można ogranego , dobrze wyszkolonego zawodnika sadzać na ławce tylko dlatego że jest wzmocnieniem na każdej pozycji...dobrze że w drużynie klubowej która oczywiście zmiażdżyła by w bezpośrednim meczu akademicką nie mam takich problemów i jestem zawodnikiem wyjściowej szóstki. W sumie na pierwszym roku byłem kapitanem tej akademickiej drużyny...chyba za dużo gadałem i tak to wygląda teraz.
Dziś gramy z Perełką , mecz 2 kolejki , 3 ligi. Jesteśmy zdecydowanym faworytem ale mam pewne obawy co do wyniku. To solidna drużyna i jak im idzie to ich to nakręca...oby więc dobrze zacząć i nie dać się Perełce rozkręcić...
Na koniec miła niespodzianka jaka mnie spotkała...jestem bohaterem gry komputerowej:)
Pewnie wielu z Was grało w Championship Managera , a ja ostatnio dowiedziałem się że istnieje coś takiego jak Volleyball Manager. Zaciekawiony ściągnąłem tą grę , zacząłem jako coach drużyny w której w świecie rzeczywistym gram, patrzę a tam moje nazwisko , moje dane...fajna sprawa. Tylko pozycje mi złą przypisali bo stworzyli mnie jako libero a ja rozgrywaczem jestem...choć i na libero się czasem grywało nawet rok temu...no ale liczę że w kolejnej części która jak czytałem ma się ukazać niebawem przywrócą mi moją nominalną pozycję=D
Tagi:
kariera
Nawet sobie nie wyobrażacie jaka to ulga gdy jedyne na co się czeka to luźny , piąty rok studiów , spotkania z dziewczyną i oczekiwanie na rozpoczęcie rozgrywek...
Fajna praca , która też mnie nie przeciąża...po prostu żyć nie umierać...
Właśnie w takich chwilach mam czas i chęci na pewne refleksje i obserwacje świata. Dziś podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat którego...i tu przepraszam za szczerość połowa osób nie zrozumie. Dla jednych to temat wręcz nudny lub tak mało istotny że nie warto się nim zajmować , ale osoby które uprawiają sport od dłuższego czasu...w dodatku jest to dla nich pasja będą wiedziały o czym pisze. Chodzi mi o pojęcie DRUŻYNY oraz miejsce jednostki w drużynie.
Czym wobec tego jest drużyna ?? Sucha definicja mówiłaby pewnie że jest to jakaś zbiorowość jednostek mająca ten sam cel do którego konsekwentnie dąży i wspólnie doskonali umiejętności by ten cel osiągnąć. To byłaby dobra definicja...ale nie oddawałaby istoty tej zbiorowości. Drużyna to jakby rodzina , najlepsi przyjaciele na których zawsze można liczyć zarówno na boisku jak i poza nim. " Jeden za wszystkich wszyscy za jednego... " , to oklepany cytat lecz jakże słuszny i prawdziwy. Gdy jednemu nie idzie , drugi go wspiera , przejmuje część jego obowiązków...bo w drużynie wszyscy mają ten sam cel i gdy jednemu nie idzie cierpi cała drużyna. Gdy ktoś się przewróci , reszta pomaga mu się podnieść , gdy ktoś ma problemy to pozostali go wspierają , gdy ktoś nie chce obejrzeć meczu w telewizji w samotności to inni chętnie mu potowarzyszą. Tym właśnie jest drużyna...gdyby świat wzorował się na drużynach to byłby lepszy. Ludzie dążący do tego samego. Rywalizujący z inną grupą , ale w duchu fair play...z tymi niesamowitymi emocjami sportowymi wokół. Emocje towarzyszące rozgrywkom to też nieprawdopodobna sprawa o której teraz spontanicznie napiszę. Gdy zbliża się ważny mecz , dzielnie trenuję by być maksymalnie przygotowany. O takim spotkaniu zaczynam myśleć już 2 tygodnie przed nim...rozgrywam go tysiące razy w myślach , a z dnia na dzień , z minuty na minutę adrenalina osiąga we mnie coraz to wyższy poziom. Często jest tak że w takim meczu przeciwko mnie wybiegają koledzy , czasem nawet przyjaciele ( taki jest sport ) , przed meczem rozmawiamy , śmiejemy się...ale gdy sędzia zagwiżdże po raz pierwszy dzieje się ze mną coś dziwnego. Przyjaciele grający w innej drużynie nagle stają się największymi wrogami. Nie jest to jednak typowa nienawiść...to taka sportowa złość sprawiająca że gdy patrze na rywali chce grać coraz to lepiej i lepiej...chcę wygrać...gdy jest sytuacja sporna i sędzia waha się co pokazać zawsze się jednak przyznam do błędu gdy wiem że punkt należał się rywalom. Po meczu oczywiście , bez względu na wynik , uścisnę dłoń rywalom a nawet wyskoczę z nimi czasem na pomeczowe piwo. Powiem Wam też że nic nie manipuluje ludzkimi emocjami tak jak sport...ważny mecz w którym się uczestniczy. Na początku jest stres ale po kilku akcjach on mija , ustępuje takiemu uczuciu które jest mieszanką adrenaliny , woli walki i po prostu dobrej zabawy. Im bliżej końca tym większe napięcie i natężenie tej mieszanki jest w organizmie...aż nagle ostatnia zagrywka...punkt...zwycięstwo...z tym uczuciem nie można porównać żadnego innego. To fantastyczne jak człowiek nagle wybucha niczym wulkan , czuje olbrzymią radość...ma ochotę skakać , szaleć i zachowuje się wręcz nieracjonalnie. Ciężko to opisać ale można to porównać do radości kobiety gdy ukochany się jej oświadczy , do zdania najtrudniejszego egzaminu na studiach czy wiadomości że ukochana dziewczyna jest w tak długo oczekiwanej ciąży. To uczucie nie do opisania...
No i ostatnia sprawa...miejsce zawodnika w tym wszystkim. Siatkówka to pewien rodzaj sztuki , a siatkarz jest artystą. Publiczność , czasem wielotysięczna obserwuje każdy jego ruch...gest. Zauważcie że niektórych siatkarzy ogląda się z przyjemnością a innych...jakby mniej się podziwia pomimo że prezentują oni podobny poziom. Znawca oczywiście powie że chodzi o technikę , głębsza analiza sprawi że ktoś doda że ma talent i dzięki temu z taką lekkością robi to co u innych wygląda dość topornie. Znam wielu siatkarzy którzy są dobrymi artystami...publiczność ich uwielbia ale tak naprawdę są przeciętnymi zawodnikami i odwrotnie , znam wielu dobrych siatkarzy którzy w oczach publiki mieszają się z szarym tłumem innych graczy. Siatkówka to nie tylko sport...to prawdziwa sztuka i myślę że tak ją należy postrzegać. Siatkarze czy piłkarze to współcześni gladiatorzy którzy walczą o zwycięstwo , o uznanie w oczach kibiców i reprezentują przy tym jakąś większą zbiorowość...szkołę , miasto , kraj...a najlepsze w tym jest to że gra naprawdę sprawia radość...
Fajna praca , która też mnie nie przeciąża...po prostu żyć nie umierać...
Właśnie w takich chwilach mam czas i chęci na pewne refleksje i obserwacje świata. Dziś podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat którego...i tu przepraszam za szczerość połowa osób nie zrozumie. Dla jednych to temat wręcz nudny lub tak mało istotny że nie warto się nim zajmować , ale osoby które uprawiają sport od dłuższego czasu...w dodatku jest to dla nich pasja będą wiedziały o czym pisze. Chodzi mi o pojęcie DRUŻYNY oraz miejsce jednostki w drużynie.
Czym wobec tego jest drużyna ?? Sucha definicja mówiłaby pewnie że jest to jakaś zbiorowość jednostek mająca ten sam cel do którego konsekwentnie dąży i wspólnie doskonali umiejętności by ten cel osiągnąć. To byłaby dobra definicja...ale nie oddawałaby istoty tej zbiorowości. Drużyna to jakby rodzina , najlepsi przyjaciele na których zawsze można liczyć zarówno na boisku jak i poza nim. " Jeden za wszystkich wszyscy za jednego... " , to oklepany cytat lecz jakże słuszny i prawdziwy. Gdy jednemu nie idzie , drugi go wspiera , przejmuje część jego obowiązków...bo w drużynie wszyscy mają ten sam cel i gdy jednemu nie idzie cierpi cała drużyna. Gdy ktoś się przewróci , reszta pomaga mu się podnieść , gdy ktoś ma problemy to pozostali go wspierają , gdy ktoś nie chce obejrzeć meczu w telewizji w samotności to inni chętnie mu potowarzyszą. Tym właśnie jest drużyna...gdyby świat wzorował się na drużynach to byłby lepszy. Ludzie dążący do tego samego. Rywalizujący z inną grupą , ale w duchu fair play...z tymi niesamowitymi emocjami sportowymi wokół. Emocje towarzyszące rozgrywkom to też nieprawdopodobna sprawa o której teraz spontanicznie napiszę. Gdy zbliża się ważny mecz , dzielnie trenuję by być maksymalnie przygotowany. O takim spotkaniu zaczynam myśleć już 2 tygodnie przed nim...rozgrywam go tysiące razy w myślach , a z dnia na dzień , z minuty na minutę adrenalina osiąga we mnie coraz to wyższy poziom. Często jest tak że w takim meczu przeciwko mnie wybiegają koledzy , czasem nawet przyjaciele ( taki jest sport ) , przed meczem rozmawiamy , śmiejemy się...ale gdy sędzia zagwiżdże po raz pierwszy dzieje się ze mną coś dziwnego. Przyjaciele grający w innej drużynie nagle stają się największymi wrogami. Nie jest to jednak typowa nienawiść...to taka sportowa złość sprawiająca że gdy patrze na rywali chce grać coraz to lepiej i lepiej...chcę wygrać...gdy jest sytuacja sporna i sędzia waha się co pokazać zawsze się jednak przyznam do błędu gdy wiem że punkt należał się rywalom. Po meczu oczywiście , bez względu na wynik , uścisnę dłoń rywalom a nawet wyskoczę z nimi czasem na pomeczowe piwo. Powiem Wam też że nic nie manipuluje ludzkimi emocjami tak jak sport...ważny mecz w którym się uczestniczy. Na początku jest stres ale po kilku akcjach on mija , ustępuje takiemu uczuciu które jest mieszanką adrenaliny , woli walki i po prostu dobrej zabawy. Im bliżej końca tym większe napięcie i natężenie tej mieszanki jest w organizmie...aż nagle ostatnia zagrywka...punkt...zwycięstwo...z tym uczuciem nie można porównać żadnego innego. To fantastyczne jak człowiek nagle wybucha niczym wulkan , czuje olbrzymią radość...ma ochotę skakać , szaleć i zachowuje się wręcz nieracjonalnie. Ciężko to opisać ale można to porównać do radości kobiety gdy ukochany się jej oświadczy , do zdania najtrudniejszego egzaminu na studiach czy wiadomości że ukochana dziewczyna jest w tak długo oczekiwanej ciąży. To uczucie nie do opisania...
No i ostatnia sprawa...miejsce zawodnika w tym wszystkim. Siatkówka to pewien rodzaj sztuki , a siatkarz jest artystą. Publiczność , czasem wielotysięczna obserwuje każdy jego ruch...gest. Zauważcie że niektórych siatkarzy ogląda się z przyjemnością a innych...jakby mniej się podziwia pomimo że prezentują oni podobny poziom. Znawca oczywiście powie że chodzi o technikę , głębsza analiza sprawi że ktoś doda że ma talent i dzięki temu z taką lekkością robi to co u innych wygląda dość topornie. Znam wielu siatkarzy którzy są dobrymi artystami...publiczność ich uwielbia ale tak naprawdę są przeciętnymi zawodnikami i odwrotnie , znam wielu dobrych siatkarzy którzy w oczach publiki mieszają się z szarym tłumem innych graczy. Siatkówka to nie tylko sport...to prawdziwa sztuka i myślę że tak ją należy postrzegać. Siatkarze czy piłkarze to współcześni gladiatorzy którzy walczą o zwycięstwo , o uznanie w oczach kibiców i reprezentują przy tym jakąś większą zbiorowość...szkołę , miasto , kraj...a najlepsze w tym jest to że gra naprawdę sprawia radość...
Tagi:
drużyna
Życie jest jak poker...wcześniej czy później karta zawsze się odwróci. Ostatnio miałem przeciętną passę i dobre chwile przeplatały się z tymi złymi. Odczuwałem niepewność jutra. Przełamałem się i wziąłem sprawy w swoje ręce. Staram się wszystko jakoś ułożyć , naprawiać zaniechania których ostatnio się dopuściłem i...jest dobrze. Podbiłem badania więc za ok.10 dni zacznę nowy sezon w siatkę. Długo na to czekałem bo tylko grając czuję że naprawdę żyje. W mojej grze na razie są wielkie chęci ale dyspozycja pozostawia wiele do życzenia. Cieszę się że gram , ale brak mi radości z tej pasji...wiem czemu i dlatego z takim utęsknieniem czekam na październik...zdałem sobie sprawę co w poprzednim sezonie dawało mi tą niemożliwą wręcz do opisania radość z gry...i nie tylko z gry...coś dzięki czemu grałem tak że w końcu byłem sam z siebie zadowolony. Dopiero od października moja największa motywacja powróci by , mam nadzieję dawać mi siłę samą swą obecnością i tym niesamowitym uśmiechem i spojrzeniem. Od wczoraj jestem znów optymistą choć właściwie nic poza przedłużeniem badań się nie wydarzyło...może to jakieś przeczucie...intuicja...a może zwykła chwila której pojawienie się akurat wczoraj to po prostu zbieg okoliczności. Wiem że to co piszę jest dla większości niezrozumiałe , ale sam do końca wszystkiego nie rozumiem. Postanowiłem poddać się temu co przyniesie los bo analizując wszystkie możliwe opcje cokolwiek by się nie wydarzyło...będzie to coś dobrego...
Tagi:
intuicja
Straszny dzień mi właśnie mija. Przeziębiłem się gdzieś a do tego lekarz póki co wstrzymał się z przedłużeniem mi badań do klubu póki nie pokaże mu zaświadczenia że z moim barkiem jest już ok...eh skąd ja mu to załatwię skoro lekarz który robił mi zabieg wyjechał a ja już z 2 tygodnie zaczynam rozgrywki...biurokracja...ale za to pogodziłem się z przyjaciółką po pół roku nie odzywania się do siebie...oczywiście to ja wyciągnąłem rękę...no ale nie ważne , było minęło i cieszę się z tej decyzji. Przy okazji zauważyłem beznadziejną prawidłowość tego świata....chodzi o zachowanie kobiet....no ale zacznę od początku. Wiele dziewczyn , nieważne czy koleżanek , przyjaciółek czy dziewczyn które dopiero co poznaje zadaje mi pytanie " jaki jest mój ideał kobiet"... pytanie bezsensowne bo po pierwsze nie wierzę w istnienie ideału...osoby bez wad a po drugie nawet jeśli by on istniał to nie można by jej było opisać bo ideał...twór w którym bylibyśmy do szaleństwa zakochani to nie suma pewnych cech charakteru połączona z ładnym wyglądem tylko coś więcej. Dziewczyna nie musi być ideałem dla wszystkich , ważne by była nim dla mnie. Jakiś czas temu koleżanka zarzuciła mi że bardzo patrzę na wygląd , a powiedziała tak bo dałem jej kosza co zresztą oczywiste bo mam dziewczynę i ona dobrze o tym wiedziała. Czy patrzę na wygląd ?? Jasne że tak i skłamałaby osoba która by zaprzeczyła na tak postawione pytanie tyle że żeby dziewczyna mi się podobała nie musi być ekstra modelką...po prostu musi mieć w sobie to coś...banalne słowa...to coś...ale taka jest prawda. Czym jest to słynne " coś "?? Na pewno nie jest to suma pewnych cech...to raczej jedna cecha która niejako kusi nas do poznawania innych. Ostatnio oglądałem jakiś film i kolega zapytał retorycznie jak mogli obsadzić w roli głównej tak brzydką aktorkę...uważam że gust to sprawa bardzo subiektywna ale...mi ta aktorka strasznie się podobała. Patrząc z dalekiej perspektywy mógłbym ocenić że miała niezłą figurę i generalnie była ładna ale jednak coś zwróciła moją uwagę w niej. To zdecydowanie było spojrzenie...tak przenikliwe , prawdziwe że aż nie mogłem nie patrzeć na jej oczy , a pomijałem przy tym całą resztę...ale po chwili i ta reszta nabierała innego wyrazu. Dostrzegłem piękny uśmiech i słodkie dołeczki w kącikach ust gdy się śmiała...i włosy ...piękne długie , kruczoczarne włosy. Zrozumiałem że nigdy bym nie zwrócił uwagi na tą aktorkę gdyby nie jej oczy...a więc jednak wygląd. Ile to jednak widziałem ładnych a pustych dziewczyn z którymi po prostu nie da się o niczym pogadać , a Ci co mnie znają wiedzą że dogadać się ze mną jest nad wyraz łatwo...czyli i charakter jest ważny i tu mógłbym oczywiście sumować cechy których szukam u dziewczyny ale i to byłoby błędem bo otwartość u jednej osoby jest całkiem inaczej okazywana niż u drugiej a wciąż jest to otwartość. Podobnie mówienie że szuka się osoby z poczuciem humoru...no pewnie że byłoby miło ale co jeśli tej dziewczyny nie będą śmieszyły moje teksty a mnie jej ?? Może po prostu nie będziemy do siebie dopasowani pod wieloma względami choć patrząc na cechy osobowości oboje będziemy mięli dokładnie to czego poszukujemy w drugiej osobie. Z miłością nie ma tak łatwo niestety i w moim przypadku jest tak że dziewczyna powinna przyciągną mnie wyglądem a zatrzymać charakterem.
Na koniec druga sprawa o której wspomniałem...podejście dziewczyn... to okropne jak wiele dziewczyn egoistycznie się zachowuje. Gdy chłopak nie ma nikogo to nie zwracają na niego uwagi a gdy znajdzie sobie świetną dziewczynę to zlatują się do niego jak ćmy do światła , że nie użyje tu gorszego porównania. Czemu ?? Bo Co ?? Bo zakazany owoc lepiej smakuje ?? Bo chciałybyście zranić tą dziewczynę której się ułożyło w życiu ?? A może skrzywdzić chłopaka który jest szczęśliwy z inna a Wy nie macie nikogo ?? Najgorsze w tym jest jednak to że gdy osiągniecie cel i zdobędziecie serce chłopaka w takiej sytuacji szukacie nowego wyzwania bo jak się domyślam był to chwilowy kaprys ... zdobycz którą można się rozkoszować do czasu nowego podboju...spełnienie chwilowych ambicji...a może zabawa czy rodzaj sportu...tylko takim zachowaniem krzywdzicie innych- chłopaka , dziewczynę z którą jest a często i ich bliskich bo taka sytuacja często niszczy przyjaźnie choćby ta " pani myśliwa " nie była naszą przyjaciółką. Dziewczyny dajcie spokój zajętym chłopakom bo to chore !!! No ale tak to już jest , dobrze że mnie na dzień dzisiejszy ten problem nie dotyczy bo widzę do czego by to prowadziło choć...problemy jednak zawsze są...
Na koniec druga sprawa o której wspomniałem...podejście dziewczyn... to okropne jak wiele dziewczyn egoistycznie się zachowuje. Gdy chłopak nie ma nikogo to nie zwracają na niego uwagi a gdy znajdzie sobie świetną dziewczynę to zlatują się do niego jak ćmy do światła , że nie użyje tu gorszego porównania. Czemu ?? Bo Co ?? Bo zakazany owoc lepiej smakuje ?? Bo chciałybyście zranić tą dziewczynę której się ułożyło w życiu ?? A może skrzywdzić chłopaka który jest szczęśliwy z inna a Wy nie macie nikogo ?? Najgorsze w tym jest jednak to że gdy osiągniecie cel i zdobędziecie serce chłopaka w takiej sytuacji szukacie nowego wyzwania bo jak się domyślam był to chwilowy kaprys ... zdobycz którą można się rozkoszować do czasu nowego podboju...spełnienie chwilowych ambicji...a może zabawa czy rodzaj sportu...tylko takim zachowaniem krzywdzicie innych- chłopaka , dziewczynę z którą jest a często i ich bliskich bo taka sytuacja często niszczy przyjaźnie choćby ta " pani myśliwa " nie była naszą przyjaciółką. Dziewczyny dajcie spokój zajętym chłopakom bo to chore !!! No ale tak to już jest , dobrze że mnie na dzień dzisiejszy ten problem nie dotyczy bo widzę do czego by to prowadziło choć...problemy jednak zawsze są...
Tagi:
coś
Wiecie...właśnie słucham Air Supply - All out of love
To taka dość znana kiedyś balladka do której często ostatnio wracam. Czasem używano ich w filmach ale chyba nie jestem w stanie przytoczyć tytułów...choć jestem pewny że była użyta w pierwszej części filmu " Wieczny Student ". Gdy pierwszy raz widziałem fragment tego filmu jakoś nie wciągnął mnie on zbytnio. Nie wiem co mnie ostatni podkusiło żeby powrócić do tego tytułu... w każdym razie odnalazłem w głównym bohaterze cząstkę siebie. Człowieka który odnosi sukcesy we wszystkim za co się bierze a jednak czegoś mu brakuje. Niestety mam podobnie... Powoli kończę studia , mam wielu przyjaciół , odnoszę sukcesy w sporcie...na nic nie mogę narzekać a jednak wiem , że chcę czegoś jeszcze , czegoś czego nie osiągnę ani nie zdobędę nigdy...to smutne że czasem brak jednego elementu do pełni szczęścia a bez niego to wszystko jest jakby puste , kruche i niewiele znaczy. Doceniam oczywiście to wszystko co osiągnąłem , doceniam przyjaźń tylko...wiem że czegoś brak...mam wrażenie że wiem co to ale to i tak nieosiągalne więc gdyby ktoś chciał nakręcić film o mnie byłbym zapewne bohaterem tragicznym który robi dobrą minę do złej gry by w finałowej scenie po prostu uznać że ja tu kompletnie nie pasuje...
To taka dość znana kiedyś balladka do której często ostatnio wracam. Czasem używano ich w filmach ale chyba nie jestem w stanie przytoczyć tytułów...choć jestem pewny że była użyta w pierwszej części filmu " Wieczny Student ". Gdy pierwszy raz widziałem fragment tego filmu jakoś nie wciągnął mnie on zbytnio. Nie wiem co mnie ostatni podkusiło żeby powrócić do tego tytułu... w każdym razie odnalazłem w głównym bohaterze cząstkę siebie. Człowieka który odnosi sukcesy we wszystkim za co się bierze a jednak czegoś mu brakuje. Niestety mam podobnie... Powoli kończę studia , mam wielu przyjaciół , odnoszę sukcesy w sporcie...na nic nie mogę narzekać a jednak wiem , że chcę czegoś jeszcze , czegoś czego nie osiągnę ani nie zdobędę nigdy...to smutne że czasem brak jednego elementu do pełni szczęścia a bez niego to wszystko jest jakby puste , kruche i niewiele znaczy. Doceniam oczywiście to wszystko co osiągnąłem , doceniam przyjaźń tylko...wiem że czegoś brak...mam wrażenie że wiem co to ale to i tak nieosiągalne więc gdyby ktoś chciał nakręcić film o mnie byłbym zapewne bohaterem tragicznym który robi dobrą minę do złej gry by w finałowej scenie po prostu uznać że ja tu kompletnie nie pasuje...
Tagi:
student
To niesamowite jak czas wpływa na cały świat. Na przykład ja...moje życie jest jak długa droga... kręta , wyboista...przedwczoraj miałem fatalny nastrój i to nawet nie do końca wiedziałem czemu tak jest. Może byłem przemęczony a może i tu mam pewne podejrzenia chodziło o coś zupełnie innego. Od wczoraj jednak w tej długiej podróży trafiłem na dużą górkę po której idzie się zdecydowanie łatwiej. Pomijając tak przyziemne sprawy jak to że trafiłem w STS-a to wszystko mi się udaje. Byłem zły na to że skład mojej drużyny się psuje a tymczasem wszystko wskazuje na to że będziemy bardzo mocni...żeby jeszcze tylko volvo się wykurował to jest szansa że nikt nas nie powstrzyma...Dziewczyna...to temat rzeka o którym napiszę innym razem a tak wszystko idzie ok...poza jedną rzeczą...tylko jedną...ale przy odmianie losu wierzę że i to się niedługo wyjaśni...
Tagi:
czas



















